• Rok z tańcem – podsumowanie

    Pękł rok od momentu mojego pierwszego ‚wtargnięcia’ na sale taneczną. Było to przełomowe wydarzenie w moim życiu, nie da się ukryć. Wszelakie napotkane wydarzenia przez ten czas przeszły moje (zresztą nie tylko moje) najśmielsze oczekiwania, toteż warto zebrać to wszystko do kupy. Nowotwór był moim przekleństwem i zbawieniem zarazem. To przez niego doszedłem do wniosku, że warto z życiem szerzej podziałać, bo tak naprawdę nie wiadomo kiedy może ono się skończyć. Taniec który pojawił się zupełnie przypadkowo był strzałem w dziesiątkę. Dał mi możliwość skorzystania z drugiej szansy i ta szansa została przeze mnie wykorzystana w 100%. Co zaskoczyło mnie najbardziej? Wystarczyły: dwa pierwsze zajęcia aby pozbyć się uczucia: „o mój…

  • Jak taniec postawił mnie na nogi

    Po przejściu nowotworu byłem zmęczony. Zmęczony zarówno perypetiami szpitalnymi, jak i prawie miesięcznym siedzeniem w domu. Pierwsze dwa tygodnie rekonwalescencji były w zasadzie bez żadnego wyjścia, poza lekkim przewietrzeniem zadka. Chciałem czegoś nowego, nie tyle materialnego, co coś dla ducha. Nadchodzące wesele rzuciło mi temat pod nogi: a może by tak rozruszać się przed imprezą? Moje miasto jest przecież pełne szkół tańca, więc czemu by nie spróbować? Google poszło w ruch, potem zapytanie kuzynki z branży gdzie mam się udać. Kurs tańca towarzyskiego – brzmi nieźle. Hej, ale to w parze przecież jest, a ja nie mam partnerki! E, no to sobie daruje, no przecież nie będę miał z kim…

  • Piekło w wersji light czyli jak przeżyłem nowotwór

    W grudniu 2015 roku odkryłem w sobie małego demona, który miał postać twardego jak kamień guza w prawym podbrzuszu. Demon to, jak się później okazało przyczynił się do tragicznej a zarazem przepięknej historii, przepełnionej całym rollercoasterem emocji. Rollercoaster ten odmienił dosłownie wszystko, dzisiaj już nic nie wygląda tak samo. Przeżyłem piekło i to w wersji light, bo cała przygoda zakończyła się po trzech miesiącach. Zacznijmy jednak od początku. Jak to zawsze bywa, objaw guza zaczął mnie niepokoić i klasyczną ścieżką udałem się do rodzinnego. Ta odesłała mnie do chirurga, który na wszelakie sposoby uspokajał mnie, „że to nic poważnego”. Pierwsze USG wykazało jednoznacznie – przepuklina. Okej, miałem jedną przeżyje drugą.…